Jak sam tytuł wskazuje, dzisiejszy pomysł nie jest dla wszystkich. Przede wszystkim nie polecam wrzucać kostek z pająkami do napojów osób, które pająków bardzo się boją.
Ostrożna bym była również z serwowaniem mocno alkoholowych drinków żeby ktoś „pod wpływem” przez przypadek takiego pająka nie połknął. No i ostatnia przestroga raczej nie jest to pomysł na imprezę z dziećmi.
Poza tymi obostrzeniami, wydaje mi się, że jest to świetne uzupełnienie Halloweenowych imprez. Kostki z pająkami robią się same, a efekt jest wręcz piorunujący.
Do zrobienia kostek potrzebna jest foremka, plastikowe małe pajączki oraz woda.
Pajączki po kilka sztuk wrzucamy do foremek.
Następnie zalewamy wodą i wstawiamy na kilka godzin do zamrażarki.
Teraz wystarczy przygotować jakieś dobre napoje i można zaczynać zabawę.
Bez zbędnych wywodów na wstępie, dziś temat Halloweenowy. Jak już zdjęcia zdradzają, będziemy robić dyniowe ciasteczka.
Nie ukrywam, że są to ciasteczka z serii niewiele wysiłku maksimum satysfakcji. Robi się je szybko, a wyglądają jak dla mnie fenomenalnie.
Do ich zrobienia potrzebne jest gotowe ciasto francuskie, dżem (u mnie domowy dyniowo- pomarańczowy, ale może być dowolny np brzoskwiniowy) trochę cukru do posypania po wierzchu. Dodatkowo przydadzą się akcesoria do wycięcia kształtów (np. szklanka) oraz do robienia minek (np. nóż) oraz widelec.
Ciasto rozkładamy i wycinamy kółka.
Następnie kółka lekko rozciąga na boki żeby uzyskać kształt elipsy. Uwaga do zrobienia jednego ciastka potrzebujemy dwóch kółek/elips.
Po rozciągnięciu drugiego kółka przystępujemy do wycinania strasznych buziek (ciasto francuskie w trakcie pieczenia wybacza dużo niedoskonałości związanych z wycinaniem).
Do gładkiego kółka doczepiamy kawałek ciasta, które będzie ogonkiem, a następnie nakładamy łyżeczkę dżemu.
Na dżem kładziemy warstwę gdzie robiliśmy wycinanki i brzegi przygniatamy widelcem. Na koniec ciasteczka posypujemy lekko cukrem. Gotowe ciastka układamy na papierze do pieczenia i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Pieczemy aż ciastka się lekko zarumienią.
Po wystygnięciu (chyba, że jesteście niecierpliwi) można zajadać. Smacznego!
Ja się pytam gdzie jest ta piękna złota jesień? Mam nadzieję, że prognozy się sprawdzą i zawita do nas jeszcze trochę ciepła.
Natomiast jeśli nie to dzisiejszy pomysł jest idealny na jesienno-zimowe chłody. Dodatkowym atutem naszego diy jest upcykling oraz przysłużenie się naszej planecie.
Być może robiąc porządki w szafie przed sezonem jesiennym odkryliście, że jakiś sweter się już nie nadaje do noszenia. Nie wyrzucajcie go! Pokażę Wam jak w łatwy sposób zamienić go w czapkę. Najlepiej sprawdzają się swetry z prostym ściągaczem.
Do zrobienia czapki potrzebny jest sweter, maszyna do szycia lub igła z nitką, szpilki i coś czym można rysować po materiale oraz centymetr. Najpierw mierzymy obwód głowy.
Otrzymaną wartość dzielimy na pół i odejmujemy 2-3cm (zależy jak bardzo rozciągliwy jest materiał). Wynik który nam wyszedł, odmierzamy na dole swetra leżącego na płask, zaczynając od brzegu (będziemy mieć już jeden brzeg od razu zeszyty bo skorzystamy z gotowego brzegu swetra). Jeżeli macie wątpliwości to możecie odrysować szerokość od czapki którą już macie.
W odległości ok 20 cm od dołu rysujemy kształt takiej jakby korony lub dwóch trójkątów. I wycinamy wzdłuż narysowanych linii.
Materiał przekładamy na lewą stronę i łączymy szpilkami niezszyte brzegi. Sprawa się trochę komplikuje przy górze.
Tu łączymy brzeg jednego trójkąta z brzegiem kolejnego i uzyskujemy taką jakby rozetę, co obrazuje zdjęcie.
Na maszynie lub ręcznie zszywamy brzegi.
Przekładamy na prawą stronę i czapka gotowa. Sprawdzi się idealnie na chłodniejsze dni.
Z mężem stworzyliśmy swoją własną tradycje i z okazji rocznicy ślubu dajemy sobie prezenty związane z jej nazwą. Czasem są to tylko inspiracje, a czasem bardzo konkretne rzeczy. Zaraz zobrazuje o co chodzi. Przy pierwszej „papierowej” w ramach prezentu postanowiliśmy zrobić sesje ślubną i wydrukować zdjęcia zarówno takie standardowe jak i foto książki. I można by się zapytać i gdzie tu papierowy prezent, a my uznaliśmy że tym papierem będą wywołane zdjęcia bo w końcu potrzeby jest do tego papier fotograficzny. W tym roku obydwoje bardzo dosłownie potraktowaliśmy nazwę piątej rocznicy (drewniana) i obdarowaliśmy się prezentami wykonanymi z drewna. Na zdjęciach możecie zobaczyć co wymyśliliśmy. A jeżeli chcielibyście skorzystać z naszego pomysłu na rocznicowe prezenty mam kilka propozycji na te drewniane. Poniżej znajdziecie inspiracje. 1. Drewniana mucha/ 2. Broszka/ 3.Zegarek/ 4. Okulary/ 5. Kolczyki/ 6.Spinki do koszuli/ 7. Bransoletka/ 8. Etui na telefon/ Drewniany pendrive/ Drewniana obrączka P. S. Jak sprawdzałam kolejne nazwy rocznicowe to już teraz powinnam intensywnie myśleć nad taką blaszaną albo cynową;)
Tak przyznaję się, uległam wpływom Internetów. Białe dynie pojawiły się u mnie bo po obejrzeniu miliona jesiennych inspiracji zakochałam się w nich.
Znalezienie takich maleństw, jak mieszka się w wielkim mieście nie jest łatwe. Tym bardziej się cieszę, że spostrzegawcze oko kolegi wypatrzyło wystawę z dyniami przed jednym z podmiejskich gospodarstw.
Gdy tylko zobaczyłam, że wśród ogromu kształtów, wielkości i kolorów są te białe piękności, zniknęły początki jesiennej chandry. Chcę was dzisiaj przekonać, że wystarczy kilka sztuk ozdobnych dyń i możemy poczuć jesień ale nie tą szaro- burą i deszczową tylko piękną kolorową (nawet nie czuję, że rymuje).
Kilka dyń poukładanych na stole czy ułożonych na parapecie tworzy jesienną dekorację. Można dodać trochę liści (u mnie sztuczne), mchu, suchych kwiatów lub wrzosów i nic więcej do szczęścia nie trzeba. No może przydała by się gorąca czekolada, puchaty koc i dobra książka. Ale nie będę wymyślać.
Miłej jesieni dla Was, oby była piękna i złocista.
Marta
Miły Gościu na naszym blogu używamy ciasteczek. Goszcząc u nas zgadzasz się na to!