Trzeba zacząć się przyzwyczajać do myśli, że zbliża się ta gorsza część roku. Mam na myśli nie tylko zimno, milion warstw ubrań, ciapę na chodniku czy wiatr wdzierający się pod krótki. Najgorsza z tego wszystkiego jest ciemność.
Rano ciemno, po pracy ciemno, a jedyne promienie słońca wyglądają zza chmur wtedy gdy wszyscy siedzą w biurach. Na takie coraz dłuższe ciemne wieczory mam dla Was pomysł, nieco pracochłonny, ale wcale nieskomplikowany. Owoce z gazety.
Będziemy potrzebować jakiegoś owocu, który posłuży nam za formę, folii spożywczej, małych nożyczek, kleju (dobrze sprawdzi się taki domowy z mąki pszennej, przepis znajdziecie poniżej), pasków gazet i farb. Wybrany owoc owijamy folią spożywczą. Następnie paski gazety smarujemy klejem i przyklejamy do owocu. Gdy mamy już kilka gazetowych warstw, całość dokładnie pokrywamy klejem i czekamy do całkowitego wyschnięcia.
Potem delikatnie rozcinamy formę i wyciągamy owoc ze środka (jeżeli będziemy robić to powoli nie uszkodzimy owocu). Formę składamy i naklejamy jeszcze jedną warstwę gazet (najważniejsze jest zaklejenie przecięcia) dokładamy rulonik, który będzie udawać ogonek i całość pokrywamy kolorowymi farbami.
Na koniec możemy papierowy owoc polakierować. Trochę pracy jest ale jak się postaramy to co poniektórzy nie zauważą różnicy między prawdziwym owocem, a tym papierowym
0,5 szklanka mąki pszennej 0,5 szklanki wody 3 łyżki cukru 1 łyżeczka octu (konserwant) – opcjonalnie (ja dodałam octu ryżowego) Najpierw mieszamy mąkę z cukrem i dodajemy wodę. całość mieszamy do uzyskania gęstej pasty bez grudek. Na koniec wlewamy łyżeczkę octu i gotujemy na małym ogniu aż masa zgęstnieje (jeżeli klej będzie dla nas za gęsty można po wystygnięciu rozcieńczyć go wodą) Klej jest lepki, koloru kremowego, po wyschnięciu jest bezbarwny
Jakiś czas temu byłam na Targach Raczy Ładnych (polecam jak ktoś nie był) gdzie podziwiałam nietuzinkowe pomysły różnych projektantów. Na jednym ze stoisk, mój wzrok wypatrzył ceramikę ozdobioną czarnymi rysuneczkami. Pomyślałam wtedy, że to będzie świetny pomysł na prezent dla mojej przyjaciółki zwłaszcza, że wśród kubeczków był jeden ozdobiony rysunkiem gór, a ona (podobnie jak jej mąż) jest miłośniczką gór oraz miejsc gdzie turyści rzadziej zaglądają. I wszystko byłoby pięknie gdybym jeszcze zapamiętała jak to stoisko się nazywa. Jak przyszedł czas kiedy chciałam prezent kupić, nijak nie mogłam sobie przypomnieć jaka to była nazwa.
Dlatego wykombinowałam, że sama zrobię taki kubeczek. Zakupiłam ceramiczny kubek w IKEA oraz magiczny pisak, którym można malować po szkle, ceramice i tkaninach (do kupienia m. in. w paper concept). Najpierw wzór naszkicowałam miękkim ołówkiem. Wiedziałam, że na oryginalnym kubku był jakiś napis (oczywiście za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć jaki) i narysowane góry, które wyglądały trochę jak te malowane przez dzieci w przedszkolu.
Następnie naszkicowany wzór poprawiłam pisakiem i kubek wstawiłam do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Kubek siedział w tej temperaturze przez 30 minut, a potem jeszcze przez całą noc aż piekarnik wystygł. I tak powstał urodzinowy prezent.
Jednak to nie koniec kubkowej historii. Gdy przyszedł czas wręczenie prezentu okazało się, że nie tylko ja wpadłam na to, że kubek z górami będzie idealnym prezentem dla Martyny i oryginalny kubek (ten, co nie pamiętałam gdzie go można kupić) dostała również od Ewy i Tomka. Śmiechu było dużo, ale jak widać „wielkie umysły myślą podobnie” więc nic dziwnego, że wpadliśmy na ten sam pomysł. No i dzięki temu wiem już jak nazywa się firma. Jakby ktoś chciał kupić pięknie ozdobione rysunkami zwierzątek lub gór, kubeczki czy talerzyki, to polecam „for rest design”. Na pewno rysunki są trwalsze niż ten malowany prze ze mnie w domu (pomimo utwardzania w piekarniku, kubka nie można myć w zmywarce bo wzór się ściera) .
Marta P.S. Jeszcze raz najlepsze życzenia dla Martyny i serdeczne pozdrowienia dla Ewy i Tomka.
Dzieci mają to do siebie, że uwielbiają wszelkiego rodzaju kryjówki. Co jakiś czas budujemy w pokoju Julka jakiś domek. Zazwyczaj powstaje on z krzeseł, prześcieradeł i kocy. Rzadziej przerabiamy stare kartony. Tym razem zrobiliśmy coś trwalszego.
W piwnicy znalazło się kilka drewnianych tyczek, resztę dokupiliśmy w Castoramie. Wszystkie równo przycieliśmy – widok mamy z piłą w ręku był dla Julka szokiem. Nasza rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- ne, ne, mama, tata – mówi Julek, wskazując palcem na piłę – Juluś, mama też potrafi piłować – tata – mama … W końcu ustąpił i chyba mu zaimponowałam:)
Tyczki połączyłam plastikowymi paskami zaciskowymi i obwiązałam sznurem. Do przykrycia użyłam starych prześcieradeł, które docieła i obszyła mi krawcowa a następnie doczepiła troczki.
Nie żebym sama nie mogła tego zrobić ale moja maszyna do szycia ostatnio nie chce ze mną współpracować a ja też nie mam do niej cierpliwości.
Na wejściu zawiesiliśmy zasłonki w gwiazdy a w środku położyliśmy kocyk i dużo kolorowych poduszek.
Jak widzicie na zdjęciach Julek także brał czynny udział w budowie.
Oczywiście tego typu namioty można bez problemu kupić w internecie ale zrobienie ich samemu jest dziecinnie proste. Poza tym daje dziecku dużo frajdy i jest to świetna okazja na wspólne spędzenie czasu.
Teraz każdego wieczoru przed pójściem spać wchodzimy do namiotu, zapalamy lampkę i czytamy książeczki. O dziwo, nawet Franciszek został razu pewnego zaproszony na małe przyjęcie:) Polecam wszystkim gorąco!
Jutro zaczyna się nowy rok szkolny. W związku z tym dzisiaj na blogu pomysł dedykowany specjalnie uczniom. Zarówno tym, którzy dopiero zaczynają swoja przygodę ze szkołą jak i tym zaprawionym w bojach. Organizer na biurko, pomieści wszystkie potrzebne kredki, długopisy, gumki, temperówki i inne niezbędne (lub całkowicie zbędne, zdaniem rodziców) rzeczy. Jego największą zaleta jest to, że robimy go sami więc rozmiar możemy dostosować do indywidualnych potrzeb no i uskuteczniamy domowy recykling.
Potrzebujemy różnej wielkości rolek np. po folii spożywczej czy taśmie klejącej, kawałka tektury, farb akrylowych lub w sprayu i pistoletu z klejem na gorąco. Dodatkowo możemy wykorzystać ozdobne taśmy klejące lub serwetki do ozdobienia organizera. Rolki (jeżeli jest taka potrzeba wcześniej przycinamy) malujemy farbami. Podobnie postępujemy z tekturą. Po wychynięciu rolek (i ewentualnym ozdobieniu) przyklejamy je, używając gorącego kleju, do tektury.
Warto zacząć przyklejanie od elementów, które będą niższe i dopiero za nimi przyklejać te, w których pomieszczą się kredki i długopisy. Ułatwi to korzystanie z przybornika. I tyle, to takie proste. W krótkim czasie mamy organizer na biurko, który można w łatwy sposób zrobić, nie wychodząc z domu.
Marta
P.S. Pomysł sprawdzi się również na biurkach dorosłych:)
Nie oszukujmy się, ręki do kwiatów to ja nie mam. Po prostu, przerasta mnie tak prosta czynność jak podlewanie. Rośliny przechodzą u mnie prawdziwą „szkołę życia” gdzie mogą przetrwać tylko najsilniejsi. Przez lata przetestowałam wiele gatunków, zarówno domowych jak i balkonowych. I tak z roślin marto-odpornych najlepiej sprawdzają się wszelkiego rodzaju kaktusy i sukulenty oraz inne rośliny o mięsistych liściach. Wyjątek stanowi „pancerna” paprotka, która odradza się jak feniks z popiołów.
Po tym wstępie zapewne nie dziwi Was dzisiejszy wpis i dobór roślin. Myśl o czerwonych glinianych doniczkach malowanych w szare i białe wzory narodziła się już dawno temu, musiałam tylko wyszukać i pozbierać potrzebne elementy.
Doniczki kupiłam w IKEA, kamyczki przywiozłam z Chorwacji dokupiłam kwiatki i pozostało tylko zabrać się do pracy. Na doniczkach narysowałam najpierw wzór.
Następnie określone miejsca pokryłam farbą akrylową (zapewne nie jest to najtrwalsze rozwiązanie, ale może to lepiej bo jak mi się znudzi stylizacja będzie łatwiej wszystko przerobić). Na koniec zostało posadzenie roślin i ułożenie kamyczków.
Marta P.S. W takich doniczkach równie pięknie będą się prezentowały zioła
Miły Gościu na naszym blogu używamy ciasteczek. Goszcząc u nas zgadzasz się na to!