Śniadanie na trawie
Uwielbiam leniwe poranki we dwoje. Nigdzie nie trzeba się spieszyć. Można ze spokojem zjeść dobre śniadanko i nadrobić zaległości książkowo/filmowe. Jednak raz na jakiś czas mam ochotę na małą odmianę. Któregoś poranka wymyśliłam, że zamiast jeść tradycyjnie przy stole, zapakuję jedzenie do koszyka i pojedziemy na śniadanie na świeżym powietrzu. W koszyku znalazły się kanapeczki, frittata, croissanty, deser w słoiku, papierowe kubeczki, talerzyki, koc i kilka ozdób. Do tego rozkładany stoliczek i podkładki żeby wygodniej się jadło. Była cudowna pogoda i z przyjemnością siedziało się na kocyku. Jedzenie szybko się skończyło, ale to nie przeszkodziło nam we wspólnym siedzeniu aż do obiadu.
Polecam raz na jakiś czas takie urozmaicenia. Nie tylko ze względu na przebywanie na świeżym powietrzu co jest wskazane po całotygodniowym siedzeniu w pracy. Jest to również doskonała okazja żeby spędzić trochę czasu z ukochanym. Można obgadać zaległe tematy, pograć w gry planszowe, posłuchać wspólnie ulubionej muzyki. Nic więcej do szczęścia nie trzeba.
Marta